19 października 2025: Złoty strzał w Palowicach (z drzewem w tle) 🍂🚲


Dziś, kiedy cieszę się marcowym słońcem, odgrzebałem w pamięci (i w aplikacji) wspomnienie z jesieni zeszłego roku. 19 października 2025 – to był dzień, w którym „Złota Polska Jesień” postanowiła pokazać, że nie jest tylko tanim hasłem z folderów turystycznych. To był absolutny obłęd wizualny!

Mój Canyon Grizl kontra płonące lasy i szutrowe autostrady. Zapraszam na mały powrót do przeszłości.


Przeszkoda nr 1: „Tato, potrzebujemy większej piły” 🪵

Wystartowałem z domu, standardowo przez Mościska w stronę Królówki. Plan był prosty, trasa wgrana, noga podawała. I co? I nic. W lesie na Królówce drogę zagrodził mi absolutny gigant – ogromne, powalone drzewo.

Grizl jest dzielny, ale funkcji „przeskocz nad dębem o średnicy metra” producent niestety nie przewidział (może w nowszym modelu?). Szybka korekta trasy i zmiana planów. Zamiast się frustrować, potraktowałem to jako znak od losu, by sprawdzić inne ścieżki.




Etap 2: Las, który „płonął”

Skierowałem się lasem w stronę Żor. W dzielnicy Kleszczówka odbiłem na Pojezierze Palowickie. I tutaj nastąpił moment, w którym prawie spadłem z siodełka z wrażenia.

Lasy dosłownie płonęły złotem. Liście w słońcu (a było ich solidne 14 stopni) wyglądały jak podświetlone od środka. Do tego ta specyficzna, jesienna cisza i lustrzana tafla okolicznych jezior... Klimat 12/10. Palowice to dla gravelarza absolutny must-have o każdej porze roku, ale jesienią to jest po prostu inna galaktyka.













Etap 3: Szutrowe autostrady

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie był w okolicach Palowic, to szybko to nadrabiajcie (jak tylko skończycie czytać!). Tamtejsze trasy to legendarne szutrowe autostrady. Szeroko, równo, idealnie pod opony Grizla.

Kręciłem się po tych złotych alejach, czując się jak w jakimś filmie przyrodniczym, tylko z większą ilością potu na czole. To ten moment, kiedy zapominasz o tętnie, o kilometrach i po prostu cieszysz się tym, że masz dwa koła i wolne popołudnie.









Etap 4: Gorzki powrót do rzeczywistości

Powrót do domu prowadził przez:

  • Palowice

  • Zazdrość (nazwa adekwatna do tego, co czuli ci, którzy siedzieli wtedy w autach)

  • Gardawice

Licznik zamknął się na 37 kilometrach. Niby niedużo, ale estetycznie nasyciłem się na cały miesiąc.

Pamiętam, że wracając wtedy do domu, czułem lekki ucisk w żołądku. Wiedziałem, że to jedna z ostatnich tak ciepłych chwil, że za moment przyjdą mrozy, błoto i ciemność o 16:00. Nie lubię zimy. Serio. To czekanie na wiosnę zawsze ciągnie się w nieskończoność...


Podsumowanie jesiennej przygody:

  • Widoki: Oscarowe.

  • Rower: Grizl na złotym tle wygląda lepiej niż ja na jakimkolwiek zdjęciu.

  • Wnioski: Następnym razem zabiorę ze sobą kieszonkową piłę mechaniczną (albo chociaż lepszy humor na wypadek zimy).

Dobrze, że teraz mamy już marzec 2026 i ta zima jest już tylko wspomnieniem! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Hałda Skalny

Górska Kaplica Narodu Polskiego i Krzyż Milenijny

Jaworze - Błatnia