14 marca: Rodzinny „Cug” na pizzę i wiatr, który chciał nas zawrócić do domu 🍕💨
Kalendarz uparcie twierdzi, że to wciąż zima, ale za oknem mamy regularną wiosnę – tyle że w wersji „hardcore”. 14 marca 2026 zapamiętam jako dzień, w którym wiatr postanowił sprawdzić, jak bardzo kocham moją rodzinę i kolarstwo. Spoiler: kocham bardzo, ale po 10 kilometrach walki z podmuchami miałem ochotę zamontować w Grizlu żagiel.
Oto relacja z pierwszej w tym roku wspólnej wyprawy z moją ekipą!
Poranek w „Warsztacie u Taty” 🔧
Zanim ruszyliśmy, musiałem zaliczyć szychta w garażu. Mój Canyon Grizl wciąż wyglądał, jakby wrócił z frontu (pozostałości błota z zeszłotygodniowych Murcek były twarde jak beton).
Potem przyszła kolej na sprzęt dzieciaków. Córka (w tym roku stuka jej 20-tka, kiedy to zleciało?!) i syn nastolatek cierpliwie czekali, aż ojciec-mechanik wyczaruje im płynną zmianę biegów i nasmaruje łańcuchy po zimowym letargu. Kiedy w końcu wszystko lśniło, mogliśmy ruszać.
Etap 1: Gostyń – Kobiór, czyli aerodynamika dla opornych
Wystartowaliśmy z Gostyni dobrze znaną ścieżką wzdłuż DW928. Cel: Kobiór. Plan: Pizza. Przeszkoda: Wiatr ze wschodu, który dziś wiał chyba jeszcze mocniej niż ostatnio.
To była prawdziwa szkoła charakteru. Dzieciaki walczyły dzielnie, choć momentami widziałem w ich oczach pytanie: „Tato, czy na pewno pizza jest tego warta?”. Odpowiadałem bez słów, prężąc klatę na Grizlu i robiąc za „tarczę anty-wiatrową”.
Etap 2: Przystanek „Cug do pizzy” 🚂🍕
W końcu dotarliśmy do lokalu „Cug do pizzy” w Kobiórze. Powiem Wam jedno: ten zapach na wejściu to najlepsza nagroda za walkę z wichurą.
Menu: Wyśmienita pizza (serio, ciasto to mistrzostwo świata).
Napoje: Dzieciaki uzupełniały witaminy sokami, a ja postawiłem na włoski klimat – piwko 0%, żeby pasowało do pizzy.
Czekaliśmy na jedzenie dość długo (chyba nie tylko my wpadliśmy na pomysł wiosennej integracji), ale jak już wjechało na stół, zapadła błoga cisza. Tylko chrupanie i mlaskanie. Było warto!
Etap 3: Złota godzina i mostek westchnień
Po pizzy człowiek staje się nieco mniej aerodynamiczny, a słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi. Zrobiło się rześko (żeby nie powiedzieć: zimno!), więc szybka ewakuacja.
Zanim jednak uciekliśmy z Kobióra, zaliczyliśmy krótki stop przy urokliwym mostku. Nie mogło się obejść bez sesji foto – stylowy Grizl na mostku to materiał na Instagrama roku.
Etap 4: Leśny powrót przez Zgoń
Powrót zaplanowałem lasem w kierunku Zgonia. Tu wiatr w końcu dał nam żyć, a drzewa osłoniły nas przed chłodnymi podmuchami. Trasa przez las minęła błyskawicznie – Grizl na szutrze czuje się jak ryba w wodzie, a dzieciaki, nakarmione pizzą, odzyskały moc w nogach.
Ze Zgonia przemknęliśmy przez Mościska i zameldowaliśmy się w domu.
Podsumowanie:
Dystans: 22 km (idealnie na rodzinny rozruch).
Pogoda: Słońce 10/10, Wiatr -5/10.
Sukcesy: Nikt nie zawrócił, pizza zjedzona, rowery sprawne.
To była krótka, ale treściwa trasa. Oficjalnie wciąż mamy zimę, więc takie dni to czyste złoto. Od przyszłego tygodnia straszą pogorszeniem pogody, dlatego plan na jutro jest prosty: samotna, konkretna trasa. Czy nogi po dzisiejszym „pizzowym rozbiegu” podadzą? Czas pokaże!
A Wy jak wykorzystujecie te ostatnie dni „zimowej wiosny”? Widzimy się na trasie!





Komentarze
Prześlij komentarz