Posty

Żeglowanie po asfalcie, czyli jak wiatr z Suszca (prawie) zabrał nas w Tatry

Obraz
  Ależ to było wejście w wiosnę! Po dwóch tygodniach przymusowego postoju, kiedy pogoda przypominała bardziej listopad niż marzec, Wielkanoc 2026 postanowiła nas przeprosić. 22 stopnie na termometrze , błękitne niebo i... wiatr, który chciał urwać głowę. Tym razem nie była to solowa misja. Zabrałem ze sobą młodzież, więc plan musiał być solidny, ale niezbyt morderczy. Padło na klasyk: Staw Gwaruś w Suszcu . Strategia: Walka o przetrwanie (pod wiatr) Ruszyliśmy z prostym planem – najpierw robimy „wyrypę” pod wiatr, żeby w drodze powrotnej cieszyć się darmowym napędem. Z Mościsk odbiliśmy na polne drogi prowadzące przez lasy i pola w stronę Królówki . Zaliczyliśmy szybki podjazd pod tamtejszą pizzerię, ale zgodnie z przewidywaniami: święta to święta, drzwi zamknięte na głucho. Żadnej regeneracji plackiem nie było. Trzeba było kręcić dalej o własnych siłach, a wiatr na otwartych przestrzeniach przed Suszcem robił wszystko, żebyśmy czuli się jak na podjeździe pod Alpe d’Huez, mimo ...

Grizl, błękitny mostek i... leśny alarm? Czyli 65 km gravelowej przygody

Obraz
  Kolejny weekend, kolejna porcja błota na ramie i endorfin w krwiobiegu. 22 marca 2026 przywitał mnie całkiem znośnie, choć po ostatnim „letnim” tygodniu, dzisiejsza aura przypomniała, że to jednak wciąż marzec. Ale kto by na to patrzył, skoro Grizl już przebierał oponami w garażu? Tym razem padło na pętlę w stronę lasów kobiórskich i pszczyńskich. 65 kilometrów czystej gravelowej radości (z lekką nutką paranoi na koniec, ale o tym za chwilę). Szutrowy rozbieg i meandry codzienności Start tradycyjnie z Gostyni . Szybki przeskok do Zgonia i od razu wbijam w to, co tygryski lubią najbardziej: leśne, szerokie szutry w stronę Kobióra . Tam chwila skupienia przy przecinaniu "jedynki" (DK1) i znowu ucieczka w las, tym razem w kierunku Studzienic . Studzienice przywitały mnie labiryntem wąskich uliczek. Komoot chyba znowu chciał mnie sprawdzić, bo kluczyłem między domkami jak kurier z opóźnioną paczką, aż w końcu wypluło mnie w Jankowicach . Krótki, obowiązkowy odcinek asfalt...

Tour de Rybnik: Grizl, słońce i szutrowa nostalgia

Obraz
  15 marca 2026 – zapamiętajcie tę datę, bo marzec rzadko kiedy bywa tak łaskawy. 17 stopni , słońce przebijające się przez leniwe chmury i wiatr, który w końcu przestał udawać, że chce mnie zdmuchnąć z trasy (choć momentami jeszcze o sobie przypominał). Idealny dzień, żeby sprawdzić, co słychać u sąsiadów z Rybnika. Plan był prosty: pętla wokół miasta, dużo szutru i test formy na moim Canyon Grizl . Spoiler: noga podawała tak dobrze, że gdyby nie zachodzące słońce, pewnie dokręciłbym do setki. Start: Przez place budowy do gravelowego raju Zacząłem w Gostyni i skierowałem się na Orzesze. Tutaj czekało mnie "starcie z rzeczywistością", czyli DW 925 . Droga w remoncie, spory ruch i ogólny chaos. Na szczęście przed Stanowicami wjechałem na nowiutką ścieżkę rowerową – to był moment, w którym Grizl mógł w końcu odetchnąć. Gdy zbliżałem się do Rybnika, z daleka majaczyły wieże bazyliki, ale centrum zostawiłem sobie na inną okazję. W dzielnicy Paruszowiec odbiłem w prawo i wjec...