Żeglowanie po asfalcie, czyli jak wiatr z Suszca (prawie) zabrał nas w Tatry
Ależ to było wejście w wiosnę! Po dwóch tygodniach przymusowego postoju, kiedy pogoda przypominała bardziej listopad niż marzec, Wielkanoc 2026 postanowiła nas przeprosić. 22 stopnie na termometrze , błękitne niebo i... wiatr, który chciał urwać głowę. Tym razem nie była to solowa misja. Zabrałem ze sobą młodzież, więc plan musiał być solidny, ale niezbyt morderczy. Padło na klasyk: Staw Gwaruś w Suszcu . Strategia: Walka o przetrwanie (pod wiatr) Ruszyliśmy z prostym planem – najpierw robimy „wyrypę” pod wiatr, żeby w drodze powrotnej cieszyć się darmowym napędem. Z Mościsk odbiliśmy na polne drogi prowadzące przez lasy i pola w stronę Królówki . Zaliczyliśmy szybki podjazd pod tamtejszą pizzerię, ale zgodnie z przewidywaniami: święta to święta, drzwi zamknięte na głucho. Żadnej regeneracji plackiem nie było. Trzeba było kręcić dalej o własnych siłach, a wiatr na otwartych przestrzeniach przed Suszcem robił wszystko, żebyśmy czuli się jak na podjeździe pod Alpe d’Huez, mimo ...